Aktualności

Dobry odbiór sprawił nam wszystkim wielką radość

30-08-2013

Dobry odbiór sprawił nam wszystkim wielką radość

Z Kingą Piąty (Ciotką Utciszewską) i Piotrem Hudziakiem (Poufalskim) rozmawiała Weronika Siemek

- Piękna Lucynda oparta jest głównie na tańcu i śpiewie. Co sprawiało Wam największe trudności w czasie prób?
Kinga: Myślę, że przede wszystkim zsynchronizowanie tańca ze śpiewem i kostiumem, który stylizowany na barokowy (stelaż pod spódnicą, piętrowa peruka) wymaga dużo większej świadomości i precyzji każdego ruchu.

Piotr: Na początku musieliśmy się oswoić z nieco archaicznym językiem, jakim „Lucynda” jest napisana. Opanowanie partii wokalnych i tanecznych z kolei wymagało od nas dodatkowego nakładu pracy, gdyż nie grywaliśmy dotąd spektakli śpiewanych. Schody zaczęły się jednak, gdy doszły do tego wszystkiego jeszcze kostiumy, peruki, makijaż, mikroporty, narty, kijki, śnieg.

- Do tej pory grała Pani głównie role dramatyczne. Jak wyglądała „konfrontacja” z rolą Ciotki Utciszewskiej?
Kinga: Rzeczywiście w Teatrze w Tarnowie jeszcze nie miałam okazji zagrać roli komediowej, choć już wcześniej w Teatrze Współczesnym w Szczecinie zetknęłam się niejednokrotnie z repertuarem komediowym.  Granie w Pięknej Lucyndzie jest dla mnie szczególnie miłym doświadczeniem, ponieważ tekst ten niesie ze sobą komizm  bliski mojej estetyce, żywcem wyjęty z Kabaretu Starszych Panów. Niewątpliwie granie w tym spektaklu jest dla mnie świetną zabawą. A rola Ciotki Utciszewskiej jest bardzo wdzięcznym, inspirującym, dającym dużo radości zadaniem.

- Postać Poufalskiego jest bardzo barwna i komiczna. Co pomogło Panu w odtworzeniu charakteru tego bohatera?
Piotr: Tutaj najbardziej pomocna okazała się atmosfera pełnej swobody panująca na próbach. Reżyser, pani Ewelina Pietrowiak, nie wtłaczała aktorów na siłę w żadne sztywne ramy, wszystko było dozwolone i wychodziło od nas, dzięki czemu próby obfitowały w różne zabawne sytuacje i nieraz śmialiśmy się w trakcie pracy do łez. Potem wystarczyło to wszystko odrobinę usankcjonować, poukładać w sytuacjach, douczyć się tekstu – i na scenę.

- Jakiego rodzaju doświadczeniem było dla Was granie Pięknej Lucyndy na tarnowskim Rynku?
Piotr: Prawdę mówiąc, kiedy zobaczyłem przed nami ten tłum ludzi na rynku, w pierwszej chwili poczułem się nieswojo. To nie było bezpieczne wnętrze teatru, odizolowane od reszty świata i wsparte czujną obsługą widowni, tylko rynek, gdzie naokoło są ogródki z piwem, a ludzie spektakl oglądają trochę przy okazji. Byłem więc mile zaskoczony, kiedy zauważyłem, że widzowie wcale nie przechadzają się tam i z powrotem, nie przystają tylko na chwilę, ale oglądają z uwagą, od początku do końca, żywo reagując na wydarzenia na scenie i wyłapując nawet drobne niuanse w tekście. Tak dobry odbiór sprawił nam wszystkim wielką radość.
Kinga: Wiadomo było, że na potrzeby wystawienia plenerowego, spektakl będzie wymagał kilku zmian. Mam tu na myśli na przykład zmiany  w scenografii, ponieważ całej w pierwotnej formie nie mogliśmy ustawić na scenie na rynku, zdecydowanie mniejszej i nie posiadającej takiego zaplecza technicznego jak scena teatralna. Przez to niektóre sceny wymagały niewielkich zmian choreograficznych. Jeśli chodzi o samą grę aktorską, to osobiście nie odczułam wielkiej różnicy . Może jedynie mniejszy dystans między sceną, a widownią i zdecydowanie większa ilość widzów niż w teatrze sprawiła, że czuliśmy silniej energię przepływającą między nami - aktorami, a odbiorcami .

- Lucynda nasycona jest komizmem. Czy za kulisami również jest tak wesoło?
Kinga: Oczywiście, że i humor i lekka, porywająca muzyka, które są w Pięknej Lucyndzie  wprawiają w bardzo dobry, zabawowy nastrój nie tylko widzów, ale i nas. Trudno nie dać się ponieść pozytywnym wibracjom. Ale to tylko pomaga w graniu  w takiej muzycznej komedii.

Piotr: Zagraliśmy dopiero dwa przedstawienia (premierę i pokaz plenerowy), oba wymagały od nas pełnego skupienia i koncentracji. Spektakl na tym etapie jest jeszcze bardzo „świeży”, więc pozwalaliśmy sobie na dowcipkowanie tylko na scenie. Boję się jednak, że w miarę grania te proporcje się bardzo zmienią…